„Zwiedzamy bo jeszcze biegamy…”

15 03.2018
Categories: Relacje|

 „ Zwiedzamy bo jeszcze biegamy…”

 Powód naszego pobytu na Malcie był dość prozaiczny – szukaliśmy miejsca gdzie temperatura w lutym nie spada poniżej 15 stopni a słońce pokazuje się częściej niż raz w miesiącu. Niby to niewiele, ale znacznie poprawia stan ducha i pozwala inaczej spojrzeć na prozę życia. A jeżeli do tego doda się możliwość obejrzenia zapierających dech w piersiach widoków, najpiękniejszych naturalnych atrakcji Malty oraz przebiegnięcia tam maratonu to decyzja na tak, zapadła bardzo szybko i jednogłośnie. Przygotowania do podróży rozpoczęliśmy już jesienią ubiegłego roku tj. zarezerwowaliśmy bilety na samolot, wybraliśmy apartament na czas pobytu, kupiliśmy przewodniki no i zaczęliśmy przygotowania do biegu.

Malta to niewielki kraj w UE zamieszkały przez niewiele ponad 400 000 mieszkańców i położony na  7 wyspach, z których największe to  Malta, Gozo i Comino. Całkowita powierzchnia archipelagu pokryłaby się z Krakowem.

Malta to malutkie miasteczka chrakteryzujące się krętymi uliczkami,  ciekawą architekturą, malowniczymi zatoczkami i niezapomnianymi widokami. Wybierając się tam, zaplanowaliśmy koniecznie  zwiedzić Valettę, Sliemę, Mdinę (dawna stolica Malty), Marsaxlokk, trzy miasta ( Birgu, Isla i Bormla) i zobaczyć Azure Window na wyspie Gozo, Blue Grotto i Dingli Cliffs. Oczywiście, jeszcze odebrać pakiety i przebiec maraton. Trzeba przyznać, że plan był bardzo ambitny ale cóż to dla nas.

W pierwszy dzień wybraliśmy się na Dingli Cliffs czyli klify położone na południu Malty. Widok na morze z ponad dwustumetrowego klifu  – niezapomniany. Nacieszyliśmy swoje oczy,  zrobiliśmy sporo zdjęć i udaliśmy się do Mdiny.

Stolicą Malty jest Valetta, a powierzchnia jej nie ma nawet 1 km2. Jżeli jednak ktoś zaplanuje na zwiedzanie jej zabytków i atrakcji  1 dzień (tak jak my) to na pewno nie zrealizuje całego planu. Do tego trzy miasta (Birgu, Isla i Bormla), których zabytków nie można ominąć.

Marsaxlokk to malownicza wioska rybacka, w której cumują kolorowe łodzie rybaków pomalowane na żółto, niebiesko i czerwono,  na których wymalowano lub wyrzeźbiono oczy Ozyrysa. Oprócz tej miejscowości nacieszyliśmy się przepięknymi widokami na Blue Grotto.

Gozo to siostrzana wyspa Malty. Będąc na  Gozo można zobaczyć malownicze wybrzeża ciche wioski piękne kościoły i małe gospodarstwa. Wizytówką wyspy jest Azure Window, Rabat i Marsalforn.

W trakcie pobytu nie zapomnieliśmy oczywiście o porannych przebieżkach, podczas których można zobaczyć wiele ciekawych miejsc.

Niedzielę 25 lutego poświeciliśmy na przebiegnięcie Vodafone Malta maratonu. Start zaplanowano na 7.30 z Mdiny. Na miejsce startu dowożono nas autobusami z Sliemy już o 6.00. Tak więc noc przed startem była bardzo krótka. Pobudka o 5.00, lekkie śniadanie i w drogę. Temperatura 12 stopni i kropił lekki deszczyk co zapowiadało dobre warunki do biegu. Przed startem wypiliśmy kawę, posłuchaliśmy orkiestry (na trasie było ich 25) i rozgrzaliśmy się wraz z rzeszą innych maratończyków.  Z informacji organizatorów wynika, że do startu zapisało się ok. 1000 maratończyków i 2500 osób na półmaraton. Trasa maratonu była tak ułożona, że jej uczestnicy mogli podziwiać piękne widoki historycznych miast Mdiny, Rabatu, Mosty, Valetty i Sliemy. Przebiegaliśmy przez ogrody  San Anton i obok Stadionu Narodowego Malty. Nawiasem mówiąc, każdy organizator liczącego się biegu stara się pokazać piękne miejsca, naznaczone historą.  Na trasie co 5 km  można było uzupełnić płyny (woda i izotoniki) i jednak to wszystko. Nie było bananów, czekolady, batonów czy chociażby ogórków kiszonych. Tak, tak to prawda, nie pomyliłem się. Taki posiłek serwowali nam organizatorzy w ub. roku,  w czasie maratonu w Helsinkach.  Wracając do relacji z obecnego maratonu to należy stwierdzić, że  ok. 9.00  temperatura powietrza zaczęła gwałtownie rosnąć aż do 22 0C na mecie. Trzeba jasno stwierdzić, że z tego powodu trasa nam się wydłużyła. Jak się jednak okazało do mety dotarliśmy szczęśliwi i zadowoleni  gdzie czekały na nas niezawodne małżonki i kibucujące nam Helena i Ziutka oraz nasz guru (Mirek z żoną Elą).

Będąc na Malcie nie sposób nie skosztować tamtejszych przysmaków.

Popularnym daniem na Malcie są potrawy z  królika a do tego lokalny chleb skropiony oliwą i uwierzcie nam, wszystko rozpływa się w ustach. Jednak nie wszyscy odważyli się na te menu i spróbowali lokalnych owoców morza.  Malta słynie także z przekąsek pastizzi dostępnych na małych stoiskach. Pastizzi to twardsze ciasto francuskie z nadzieniem. Najlepiej kupować je ciepłe – spróbowaliśmy pychota.

I tak kolejna przygoda dobiegła końca. Jeszcze spojrzenie na wschód słońca nad chmurami  i pora wracać do brutalnej i bardzo zimnej (w Polsce – 15  0C) rzeczywistości. Ale zostają przecież wspomnienia i powstają następne plany…..

p.s.

Chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować naszym żonom Helenie i Ziutce a także Eli i Mirkowi, bo bez ich towarzystwa impreza ta, to byłby tylko zaliczony kolejny maraton.

120 – latkowie